Mamy sobie w naszej wierze znanych każdemu 10 przykazań. Mówi się, że za ich nie przestrzeganie trafimy do piekła, ale weźmy na przykład: "Nie wymieniaj imienia Pana Boga twego nadaremno". Chyba nikt nie zna człowieka który choćby raz nie powiedział: "O Boże!". Z tego wynika, że wszyscy trafimy do piekła i nikomu nie będzie dane przyjemne życie wieczne.
Ale z drugiej strony Bóg jest najbardziej miłościwą istotą we wszechświecie, czyli powinien nam wszystkim wybaczyć to niedociągnięcie. Jeśli wybaczy, to czemu miałby nie zapomnieć nam drobnej kradzieży, a jeżeli i to przebaczy to z jakiego by powodu nie miałby ulitować się nad większym złodziejem? A czym niby od złodzieja różni się morderca? W naszej moralności zabójstwo jest gorszym przestępstwem od kradzieży, ale w dekalogu nie jest ten fakt jednoznaczne zaznaczony.
Idąc dalej możemy zastanawiać się czy każde zabójstwo rozpatrywane jest tak samo. Względem prawa są podziały. Można kogoś zabić z premedytacją, w afekcie, w obronie własnej.
Wracając do początku każdy morderca powinien być strącony do piekła gdzie będzie tylko "płacz i zgrzytanie zębów". Wyobraźmy sobie taką hipotetyczną sytuację:
Weźmy przypadek najmocniejszy. Jest sobie chłopak, lat ma 17 i jeszcze nie do końca ufa swojemu mózgowi więc posiłkuje się "mądrością" kolegów. Pewnego piątkowego wieczoru wychodzi na imprezę z przyjaciółmi. Są na jakiejś dyskotece, dobrze się bawią, dużo piją. Jeden z kolegów przyszedł z dziewczyną. Pokłócili się, ona spotyka swojego byłego i zaczyna się z nim bawić. Rozszalały z zazdrości chłopak przelewa swoją frustrację na kolegów. Po chwili już wszyscy są nieźle nakręceni. Piją dalej, wzbudzają w sobie coraz większą agresję. Nad ranem ledwo trzymając się na nogach wszyscy wracają do domu. Po drodze spotykają owego byłego chłopaka który tak dobrze zabawiał dziewczynę jednego z grupy przez cały wieczór. Jakby tego było mało ów chłopak zaczyna prowokować krzycząc: "Nie jesteś dostatecznie dobry dla niej, ona woli prawdziwego faceta". Chłopcy nie wytrzymują, dostaje raz, ale nie przeprasza tylko prowokuje dalej, dostaje drugi raz i ciągle się nie poddaje. Rozkręca się prawdziwa spirala agresji i nienawiści. Wszyscy chłopcy zaczynają na niego naskakiwać, kopać go po twarzy. W końcu dają spokój i rozchodzą się do domów. Chłopak umiera. Nie było świadków. Mija miesiąc.
Jeden z grupy, ten 17-latek o którym mowa na początku wmawia sobie, że kopnął tylko kilka razy, ale wyrzuty sumienia nie pozwalają mu normalnie żyć. W końcu pęka, zgłasza się na policję. Wyrok: wszyscy sądzeni jako dorośli, kara równa dla każdego 15 lat pozbawienia wolności. Chłopak wychodzi z więzienia po 10 za dobre sprawowanie, jako jedyny z grupy. Wszystko przemyślał, nadal trudno mu się pogodzić z tym co zrobił, nie tłumaczy już sobie, że to nie jego wina. Postanowił to w jakiś sposób wynagrodzić światu. Idzie na studia, na resocjalizację, poznaje śliczną i mądrą dziewczynę. Kolejne 10 lat później ma 37 lat, pracę którą lubi, żonę którą kocha najbardziej na świecie i dwójkę cudownych dzieciaków. Może poszczycić się wyprowadzeniem na dobrą drogę setki zbuntowanych nastolatków którzy ćpali, uciekali z domów, brali udział w bójkach i rozbojach. Widzi jak Ci ludzie są teraz dobrzy i szczęśliwi. Jego żona była na tyle wyrozumiała, że nie pytała o przeszłość jednak on postanowił opowiedzieć jej swoją historię w przeddzień 10 rocznicy ślubu. Płakała całą noc, a on razem z nią, ale nad ranem gdy już robiło się jasno powiedziała, że wierzy, iż jest on dobrym człowiekiem i kocha go tak mocno, że nie potrafiłaby inaczej niż wybaczyć mu przeszłość.
A czy Bóg mu wybaczy? Takiego morderstwa nie da się niczym usprawiedliwić. Był moment gdy cała grupa przyjaciół chciała zabić. Ale skoro Bóg jest najbardziej miłościwą istotą, to jego zdolność wybaczania jest większa niż każdego człowieka żyjącego na ziemi, większa niż tej wyrozumiałej i kochającej żony, a ona wybaczyła. Na świecie od początku istnienia, był choćby jeden człowiek który wybaczył drugiemu coś strasznego. Czyli każdy, nawet najgorszy czyn, został kiedyś wybaczony przez człowieka. Bóg powinien być ponad ludzi i umieć wybaczyć absolutnie wszystko, powinien jako najmiłosierniejsza istota zapominać to co człowiekowi w głowie się nie mieści. A czy w takiej sytuacji istniałoby piekło?
Dochodzimy do pewnego dylematu którego jak na razie nie potrafię rozwiązać ani wytłumaczyć. Nie mogą istnieć te dwie rzeczy obok siebie: albo Bóg wcale nie jest najmiłosierniejszą istotą i Jego miłość do nas jest słabsza niż miłość wielu osób do siebie nawzajem, albo piekło nie istnieje bo nie ma sensu stać puste.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz