piątek, 21 września 2007

Czy piekło istnieje?

Mamy sobie w naszej wierze znanych każdemu 10 przykazań. Mówi się, że za ich nie przestrzeganie trafimy do piekła, ale weźmy na przykład: "Nie wymieniaj imienia Pana Boga twego nadaremno". Chyba nikt nie zna człowieka który choćby raz nie powiedział: "O Boże!". Z tego wynika, że wszyscy trafimy do piekła i nikomu nie będzie dane przyjemne życie wieczne.
Ale z drugiej strony Bóg jest najbardziej miłościwą istotą we wszechświecie, czyli powinien nam wszystkim wybaczyć to niedociągnięcie. Jeśli wybaczy, to czemu miałby nie zapomnieć nam drobnej kradzieży, a jeżeli i to przebaczy to z jakiego by powodu nie miałby ulitować się nad większym złodziejem? A czym niby od złodzieja różni się morderca? W naszej moralności zabójstwo jest gorszym przestępstwem od kradzieży, ale w dekalogu nie jest ten fakt jednoznaczne zaznaczony.
Idąc dalej możemy zastanawiać się czy każde zabójstwo rozpatrywane jest tak samo. Względem prawa są podziały. Można kogoś zabić z premedytacją, w afekcie, w obronie własnej.
Wracając do początku każdy morderca powinien być strącony do piekła gdzie będzie tylko "płacz i zgrzytanie zębów". Wyobraźmy sobie taką hipotetyczną sytuację:
Weźmy przypadek najmocniejszy. Jest sobie chłopak, lat ma 17 i jeszcze nie do końca ufa swojemu mózgowi więc posiłkuje się "mądrością" kolegów. Pewnego piątkowego wieczoru wychodzi na imprezę z przyjaciółmi. Są na jakiejś dyskotece, dobrze się bawią, dużo piją. Jeden z kolegów przyszedł z dziewczyną. Pokłócili się, ona spotyka swojego byłego i zaczyna się z nim bawić. Rozszalały z zazdrości chłopak przelewa swoją frustrację na kolegów. Po chwili już wszyscy są nieźle nakręceni. Piją dalej, wzbudzają w sobie coraz większą agresję. Nad ranem ledwo trzymając się na nogach wszyscy wracają do domu. Po drodze spotykają owego byłego chłopaka który tak dobrze zabawiał dziewczynę jednego z grupy przez cały wieczór. Jakby tego było mało ów chłopak zaczyna prowokować krzycząc: "Nie jesteś dostatecznie dobry dla niej, ona woli prawdziwego faceta". Chłopcy nie wytrzymują, dostaje raz, ale nie przeprasza tylko prowokuje dalej, dostaje drugi raz i ciągle się nie poddaje. Rozkręca się prawdziwa spirala agresji i nienawiści. Wszyscy chłopcy zaczynają na niego naskakiwać, kopać go po twarzy. W końcu dają spokój i rozchodzą się do domów. Chłopak umiera. Nie było świadków. Mija miesiąc.
Jeden z grupy, ten 17-latek o którym mowa na początku wmawia sobie, że kopnął tylko kilka razy, ale wyrzuty sumienia nie pozwalają mu normalnie żyć. W końcu pęka, zgłasza się na policję. Wyrok: wszyscy sądzeni jako dorośli, kara równa dla każdego 15 lat pozbawienia wolności. Chłopak wychodzi z więzienia po 10 za dobre sprawowanie, jako jedyny z grupy. Wszystko przemyślał, nadal trudno mu się pogodzić z tym co zrobił, nie tłumaczy już sobie, że to nie jego wina. Postanowił to w jakiś sposób wynagrodzić światu. Idzie na studia, na resocjalizację, poznaje śliczną i mądrą dziewczynę. Kolejne 10 lat później ma 37 lat, pracę którą lubi, żonę którą kocha najbardziej na świecie i dwójkę cudownych dzieciaków. Może poszczycić się wyprowadzeniem na dobrą drogę setki zbuntowanych nastolatków którzy ćpali, uciekali z domów, brali udział w bójkach i rozbojach. Widzi jak Ci ludzie są teraz dobrzy i szczęśliwi. Jego żona była na tyle wyrozumiała, że nie pytała o przeszłość jednak on postanowił opowiedzieć jej swoją historię w przeddzień 10 rocznicy ślubu. Płakała całą noc, a on razem z nią, ale nad ranem gdy już robiło się jasno powiedziała, że wierzy, iż jest on dobrym człowiekiem i kocha go tak mocno, że nie potrafiłaby inaczej niż wybaczyć mu przeszłość.
A czy Bóg mu wybaczy? Takiego morderstwa nie da się niczym usprawiedliwić. Był moment gdy cała grupa przyjaciół chciała zabić. Ale skoro Bóg jest najbardziej miłościwą istotą, to jego zdolność wybaczania jest większa niż każdego człowieka żyjącego na ziemi, większa niż tej wyrozumiałej i kochającej żony, a ona wybaczyła. Na świecie od początku istnienia, był choćby jeden człowiek który wybaczył drugiemu coś strasznego. Czyli każdy, nawet najgorszy czyn, został kiedyś wybaczony przez człowieka. Bóg powinien być ponad ludzi i umieć wybaczyć absolutnie wszystko, powinien jako najmiłosierniejsza istota zapominać to co człowiekowi w głowie się nie mieści. A czy w takiej sytuacji istniałoby piekło?
Dochodzimy do pewnego dylematu którego jak na razie nie potrafię rozwiązać ani wytłumaczyć. Nie mogą istnieć te dwie rzeczy obok siebie: albo Bóg wcale nie jest najmiłosierniejszą istotą i Jego miłość do nas jest słabsza niż miłość wielu osób do siebie nawzajem, albo piekło nie istnieje bo nie ma sensu stać puste.

Po co komu partia polityczna?

Jestem 21-letnia kobietą i jeszcze dwa lata temu na temat polityki wiedziałam kto jest premierem, kto prezydentem i jaka jest partia rządząca. Nigdy nie zagłębiałam się w te informacje, po prostu zapamiętywałam zasłyszane gdzieś fakty. Zmieniło się to kiedy pierwszy raz brałam udział w wyborach.
Musiało się zmienić: moi rodzice zamierzali głosować na PiS, a ja mimo kiepskiej znajomości tematu na PO. Skłoniło mnie do tego kilka czynników:
-chyba nie ma sensu głosować na partię która i tak szans na wgraną nie ma (tzn. jakiś sens jest, aczkolwiek nie dla mnie w tamtej sytuacji)
-kiedy pytałam kogoś czemu głosuje na PiS słyszałam: "Bo oni chcą dobrze dla Polski" absolutnie nigdy żadnego innego argumentu, jeśli pytałam o PO słyszałam za każdym razem coś innego (podatek liniowy itp.)
-otoczenie Donalda Tuska wydawało mi się, jakby to ująć: bardziej na poziomie, tak jak np. Panowie Kaczyńscy są bardziej na poziomie niż otoczenie A. Leppera z nim włącznie i tu nie chodzi o poglądy, mam na myśli ludzi, ich styl bycia, wygląd, drobne gesty (należy też dodać plus Panu Lepperowi za przeskoczenie w ciągu kilku lat kilkunastu klas) reasumując ktoś miał lepszych ludzi od wizerunku
-ostatni powód jest bardzo zbliżony do poprzedniego tzn. wydaje mi się, że znam się na ludziach, a w Panach na których nie oddałam swojego głosu coś mi nie pasowało, jakby nie byli naturalni, jakby grali
Takie przesłanki kierowały mną te dwa lata temu. Ponieważ wzięłam w tym udział zaczęłam obserwować efekty i lekko interesować się polityką.
Teraz zbliżają się kolejne wybory, ale ja już w głosowaniu udziału nie wezmę. To kompletnie wszystko jedno na jaką partię się zagłosuje. Oni wszyscy są tacy sami, gonią do władzy jak konie do siana. Nieprzerwane kłótnie, awantury, 567 komisja śledcza w tym roku, totalny burdel.
Czy nie byłoby lepiej gdyby zlikwidować partie polityczne? Po co one są komukolwiek potrzebne? Ja chciałabym żeby moim krajem rządzili ludzie wykształceni, inteligentni, silni, mający własne zdanie.... Jaki jest sens głosowania za lub przeciw jakąś ustawą w sejmie? Po co? I tak głosują partie. Równie dobrze można by ustalić ile głosów ma Sz. P. Kaczyński, Tusk, Lepper, Giertych i nie wiem kto tam jeszcze. Niech ta grupa Panów spotka się i zagłosuje. I tak wiadomo, że jeśli do jakiejś partii przynależysz nie oddasz głosu zgodnie ze swoim sumieniem a zgodnie z sumieniem Twojego Pana i Władcy - przewodniczącego. Nie podoba mi się, że Polską rządzi około 10 osób, a my wszyscy płacimy na utrzymanie ponad 450.
Chciałabym wiedzieć po co istnieją partie polityczne, co mają na celu?
Mam 21-lat i uważam, że tylko krowa nie zmienia zdania, ale nikt nie potrafił jak na razie podać mi sensownego uzasadnienia istnienia tego obrzydliwego tworu jakim jest partia.

czwartek, 20 września 2007

Pierwsze kroki

Właśnie o to się martwiłam kiedy zastanawiałam się nad założeniem bloga. Pierwszy post a ja nie wiem co napisać... Chyba dzisiaj mam kiepski dzień na mój pierwszy wpis - absolutny brak weny.
To może na początek: mój blog będzie o moich kompletnie, jakby się wydawało, durnowatych pomysłach dotyczących mojego życia, polityki, wiary, oraz tego jaki ten świat jest momentami skomplikowany.Powinnam też zawrzeć ostrzeżenie, że moje pomysły czasem wykraczają poza wszelką logikę i czytanie ich w złym stanie psychicznym może całkowicie pogorszyć samopoczucie.